Ewa Wieleżyńska wiele o winie

SPIS TREŚCI

O MNIE

portret Ewy Wieleżyńskiej

W porannych taksówkach na lotnisko, gdy najchętniej gapiłabym się bezmyślnie na wypompowaną z życia Warszawę, kierowcy strasznie są gadatliwi. – A dokąd to pani, kochana? Wino pić?! Służboooowo?! Rany julek, a co mąż na to?! Aż w końcu pada nieodwołalne, poddające na dzień dobry w wątpliwość i tak chwiejną o świcie egzystencję, cholerne "a dlaczego"? – Dlaczego,  wino, psze pani? – Do diaska, czy ja wiem?!

My, o winie piszący, lubimy sobie układać naszą przygodę z winem (słowo przygoda też lubimy) według baśniowego schematu "aż pewnego razu" Pewnego razu – opowiadamy – wypiliśmy taką to a taką butelkę, która odmieniła nasze życie. Butelki, podobnie jak dżiny w butelkach, życia na szczęście nie zmieniają, jakkolwiek takie uporządkowanie biografii przydaje jej dynamiki i barwy. 

Ja bym opowiedziała to tak: wino zawsze było w moim rodzinnym domu. I zawsze mnie zajmowało. W każdym razie zaczęło mnie zajmować w wieku jeszcze nielegalnym, gdy wuj kabareciarz, Dudek Dziewoński, polewał mi hojnie szampana o imieniu Deutz. I czniam, jeśli w notce biograficznej nie przystoi wypowiadać nazw marek. Szampan ten, plus kilka innych butelek przywożonych przez tatę z zagranicznych delegacji, stało się symbolicznym biletem podróży do lepszego świata, w którym było miejsce na wystawność i nadmiar – doświadczenia w PRL-u rzadkie i tym bardziej pożądane. 

W swoim pierwszym życiu zawodowym zajmowałam się tłumaczeniem literatury francuskiej. Francja, z którą – za sprawą koneksji rodzinnych –  byłam związana od dziecka, nauczyła mnie myślenia o jedzeniu i winie. Włochy, które jako swój ulubiony kierunek obrałam już jako osoba dorosła, nauczyły mnie do sztywnej francuskiej formy dystansu. W skrócie można by to ująć tak: kultura stołu była we Francji kształtowana przez obyczajowość dworską, we Włoszech przez społeczności lokalne. To Włochy z całym bogactwem kuchni regionalnych i swoim fiksum dyrdum na punkcie rewitalizacji rdzennych odmian dały mi z jednej strony lekcję większej elastyczności w podejściu do  kulinariów, z drugiej nauczyły mnie szacunku do produktu (wdzięcznie nazywanego po włosku materia prima), co inaczej i bardziej patetycznie można by określić miłością do ziemi. Zanim jednak do względnej bliskości z naturą dotarłam, nizałam słowa na nitki polskich zdań we francuskich powieściach. Gdybym miała szukać jakiejś narracyjnej przewrotki, która doprowadziła do tego, że postanowiłam zająć się winem profesjonalnie, powiedziałabym, że potrzebowałam aktywności, która by mnie trochę od dłubania w języku oderwała; miała konkretną, zmysłową materię. Trochę, lecz nie za dużo. Wino w końcu poza językiem nie istnieje, a moje studia przygotowały mnie do tego, by "robić w słowie". Ukończyłam polonistykę na UW, gdzie w Katedrze Kultury Polskiej odebrałam solidne antropologiczne wykształcenie – zatem siłą rzeczy postrzegam wino nie jako produkt spożywczy, lecz jako fakt kulturowy. 

Moja strona jest dla wszystkich tych, którzy wierzą w metafory, a nie dowierzają punktacjom. Dla tych, których interesuje nie tylko krytyka konsumencka, czyli informacja, gdzie zjeść i co wypić za nieduże pieniądze, lecz również kręci ich oglądanie kultury kuchennymi drzwiami. 

Zapraszam do komentowania i niezgadzania się, a przede wszystkim do rozmowy.

podpisEwa.png

 

 

Ewa Wieleżyńska – absolwentka warszawskiego liceum im.Tadeusza Reytana oraz magister filolologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła kursy wiedzy winiarskiej w brytyjskiej szkole Wine And Spirit Education Trust. 

Tłumaczka literatury francuskiej min. powieści Michela Houellebecqa, Benoît Duteurtre'a, Lydie Salvaire, Érica-Emannuela Schmitta, Christine Angot, Michela Vittoza, Philippe'a Bessona, jak również esejów Pascala Quignarda, Rolanda Barthes'a, Georges'a Pereca, Michela Leirisa i wielu innych.

W latach 2008-2016 pracowała w "Magazynie Wino" - jedynym polskim niezależnym periodyku winiarskim, gdzie od 2011 roku pełniła funkcję zastępcy redaktora naczelnego.