Ewa Wieleżyńska wiele o winie

SPIS TREŚCI

01.06.2016

felieton

Piewcy powolności

Prowansalska powolność.JPGNicnierobienie, jedzenie, Prowansja. Fot. EW

Czytam zbiór wywiadów Łukasza Modelskiego z kulinarnymi i okołokulinarnymi celebrytami "Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu" i tak sobie myślę, że wątkiem przewodnim spajającym wiele tych pogawędek nie jest wcale tytułowe umami, a więc jak utrzymują niektórzy, klucz do królestwa smaków, tylko modne dzisiaj pojęcie slow life; pojęcie, które – co dociera do mnie w miarę lektury – drażni mnie tak samo, jak zdjęcia wspaniałych potraw, okraszone na fejsbuku wykrzyknikami w rodzaju: Taka sytuacja! Nic dodać, nic ująć albo – jako że wielu z moich fejsbukowych znajomych żre zawodowo ­– Praca ... i w tym miejscu przylepiamy odpowiedni emotikon, czyli wystawiamy jęzor siedzącej w biurach hołocie.

Termin slow jako wyznacznik pewnego stylu życia wszedł do kulturowego obiegu za sprawą Slow Foodu – ruchu założonego przez Carla Petriniego w 1986 roku. Organizacja ta jednak w przeciwieństwie do dwudziestopierwszowiecznych piewców powolności, którzy w zaniemyśleniu wąchają pomidory na targach śniadaniowych wielkich metropolii, za cel postawiła sobie konkretną pracę u podstaw: ochronę lokalnych tradycji kulinarnych, promocję regionalnych produktów, wspieranie bioróżnorodności... Rozmaite ruchy, które później z niej wyrosły, jak Slow Parenting, Slow Sex, Slow Design, Slow Fashion, Slow Travel, etc. przymiotnika powolny używały jako sloganu reklamowego, który znacznie lepiej się sprzedawał niż takie wyświechtane przez filozofów pojęcia, jak świadomość czy refleksja, o które pozornie – jak można przeczytać w manifestach tych ruchów – tutaj chodzi. Na proroka Slow Movement wyrósł Carl Honoré, autor wydanej w 2004 roku pozycji "Pochwała powolności". Stylistycznie książka sympatycznego Kanadyjczyka, z którym między innymi rozmawia Modelski, przypomina szkolne bryki. Dostaniemy w niej ekspresowe streszczenie, a przynajmniej cytaty z wielu doskonalszych tekstów na temat powolności: od świętego Augustyna przez Milana Kunderę po Bertranda Russella. Autor wytłumaczy nam obyczajowe przemiany, jakie zaszły po rewolucji przemysłowej, wyjaśni, co to slow food, na czym polega joga, Chi Kung, seks tantryczny i medycyna alternatywna, po to, by na koniec zachęcić nas do poszerzania naszego quality time (kolejny termin, który robi furorę) – a więc do spacerów, gotowania, medytacji, kochania się, czytania, zjadania kolacji przy stole, a nie przed telewizorem.

I wspaniale; trudno się z autorem nie zgodzić, że wszystko to ma niezwykłą wagę. Trudno się też nie zgodzić, że większość społeczeństwa żyje dziś w pośpiechu – stąd zresztą międzynarodowy sukces "Pochwały powolności". W tej obliczonej na bestseller książce kryje się jednak wewnętrzne pęknięcie. Powolność pod piórem Carla Honoré zamienia się w towar, cukierkowaty produkt, który sprzedaje się prowadzącej konsumpcyjny i pospieszny styl życia tłuszczy, obiecując jej od tego życia wyzwolenie. Książka Honoré to kolejna poczytna opowiastka, strukturalnie podobna do autobiografii, jakie kreśli wiele innych rozmówczyń Modelskiego: Patricia Atkinson, Aleksandra Seghi, Elisabeth Gilbert. Autobiografii, w których nagły pstryczek elektryczek: przypadek, intuicja, olśnienie, czasami smak pizzy, czasami zapach bazylii odmienia całkowicie życie. Po drugiej stronie czeka nas już tylko życia tego smakowanie – kolejne słowo, na które mam alergię, zwłaszcza w zestawieniu z życiem. (Czytelnik, mam nadzieję, mi wybaczy, że tym razem moja irytacja, a nie wino jest tematem tego felietonu).

Bo co to właściwie znaczy smakować życie? Pić je małymi łyczkami, odchylając paluszek? Żuć je kęs po kęsie, oblizując się, jakie świetne? Brandzlować się myślą, że pijemy chianti z widokiem na toskańskie cyprysy, rosé w Saint-Tropez, prosecco w Portofino? Smakowanie – tak je przynajmniej słyszy moja językowa wrażliwość – powinno być bowiem szykowne, a nawet ciut pretensjonalne. Smakują w końcu smakosze. Smakoszowskie podejście do życia, o którym trąbi Slow Movement, jest zaprzęganiem do konsumpcji (od której tak chciało uciec) przeżyć, uczuć i wrażeń. Jest w tym podejściu coś przejmująco lodowatego. I wiele mówi o epoce, która w dzikim pędzie odkleiwszy się od zmysłowych doświadczeń, papla o tych doświadczeniach, jakby tym, czego pożądała najbardziej, było jej własne pożądanie. Prędzej je jednak zapapla.

Moda na powolność ma też jeszcze jedną ślepą plamkę. Delektowanie się powolnością jest często możliwe dlatego, że na drugim końcu łańcucha pokarmowego ktoś się solidnie napocił. Ekologiczny pomidorek wymaga więcej pracy niż ten przemysłowy; naturalne wino więcej nieprzespanych nocy niż to robione metodą konwencjonalną. Powolność jest dobrem luksusowym, dostepnym dla tych, którzy mogą polegać na innych, dostali spadek, bądź ciężko na ten stan harowali.

Znamienna pod tym względem jest wypowiedź Agnieszki Kręglickiej, która na sugestię Łukasza Modelskiego, że przyrządzenie gęsi na codzienny obiad jest dosyć czasochłonne, odpowiedziała: "W ogóle nie rozumiem tego zdziwienia. Gęsi [...] są ogólnie dostępne w sklepie, głęboko zamrożone. Wieczorem wyjmuje się z zamrażarki, pani Zosia przychodzi z dziećmi ze szkoły, dusi przez półtorej godziny i mamy bardzo delikatne mięso, które dzieci z przyjemnością zjadają".

No właśnie – "pani Zosia". Powolność, przywilej klas osiadłych, dobrze zakorzenionych w rzeczywistości, które od pokoleń pracowały na to, "by podwieczorki jeść", w dzisiejszej Polsce, wbrew naturalności, z jaką do sprawy podchodzi Agnieszka Kręglicka, jest stanem, którym musimy się parweniuszowsko podniecać. Podobnie jak parweniuszowsko, a zarazem po pańsku ekscytujemy się tym, co pierwszorzędnego jemy i pijemy, i od razu musi to podziwiać cały fejsbuk. Pobrzmiewa w tym echo folwarcznej mentalności, która, jak świetnie analizuje Andrzej Leder w niedawno wydanej książce "Prześniona rewolucja", wciąż dominuje polską obyczajowość. Być widzianym przez chama swojego. Na tym głównie polegają modne życiowe strategie. 

Modelski_Piaty smak_m.jpg

Tekst pierwotnie ukazał się w "Magazynie Wino".