Ewa Wieleżyńska wiele o winie

SPIS TREŚCI

18.03.2017

wino dla geeków

Bankierzy tną łozy: saga rodu Rothschildów

Famille Rothschild.pngEric, Philippe i jego matka – Philippine, małżeństwo Ariane i Benjamin de Rothschild – czyli trzy gałęzie rodu / Fot. Mat. prasowe

Wina sygnowane nazwiskiem Rothschildów często wpadają w ręce winomanów; w konfuzję jednak potrafią nas wprawiać zmieniające się na etykietach imiona i odmienne loga. W genealogicznym buszu dynastii nie jest łatwo się połapać i zrozumieć, kto za co odpowiada w winiarskim imperium. Spróbujmy to jednak rozwikłać.

Patriarcha

Mayer Amschel Rothschild, założyciel dynastii, której finansowa potęga miała wkrótce nie mieć sobie równych, umierał w bólach 19 września 1812 roku. Kilka dni wcześniej otworzyła mu się źle zaleczona, pooperacyjna rana. Wykrwawiając się w domu przy Judengasse, głównej ulicy frankfurckiego getta, miał na tyle przytomności umysłu, by podyktować testament, który nie tylko zaważył na życiu jego potomków, ale także wielu przyszłych generacji Rothschildów, przyczyniając się do bogactwa rodziny, choć niekoniecznie jej emocjonalnej równowagi. Sześćdziesięcioośmioletni Mayer, któremu w jednym pokoleniu i w zasadzie jednym inteligentnym posunięciem udało się awansować z pozycji pospolitego lichwiarza na stanowisko finansowego zarządcy landgrafa Hesji-Kassel, kazał pisać, co następuje:

... moje córki, zięciowie oraz ich spadkobiercy nie dostają żadnych udziałów w istniejącej firmie M.A. Rothschild i Synowie (...) nie przysługuje im również prawo wglądu w wyżej wymionione przedsiębiorstwo, w jego księgi, papiery, inwentarze, etc... Nigdy nie przebaczę tym moim dzieciom, które sprzeniewierzą  się ojcowskiej woli i podejmą działania zakłócające moim synom spokojne prowadzenie interesów...

Amschel-Mayer-Rothschild.jpgRycina przedstawiająca Mayera Amschela Rothschilda Pięć córek Mayera Rothschilda bezszelestnie zniknęło z kart historii; patriarcha zapisał się jako ojciec pięciu synów, którzy wszyscy, oprócz najstarszego Amschela, opuścili Frankfurt nad Menem i wyruszyli w świat, by w czterech innych finansowych stolicach Europy umocnić rodzinną firmę i uczynić z niej najpotężniejszy bank w historii. Chłopcy, którzy – jak powiada biografka rodziny – nauczyli się szybciej liczyć niż czytać, w późniejszym wieku doskonale wiedzieli, że aby dojść do wielkiej fortuny, należy obracać aktywami rządów, a nie prywatnych osób. Pożyczali pieniądze głowom państw, nieraz finansowali obie strony zbrojnych konfliktów, konstruowali linie kolejowe i dyktowali prawa podatkowe. Salomon (1774-1855) rezydował w Wiedniu, Nathan (1777-1836) w Londynie, Kalmann; w późniejszym okresie znany jako Carl (1778-1855) w Neapolu, a Jacob, przemianowany na Jamesa (1792-1886) w Paryżu. Czterej bracia dali początek odrębnym gałęziom rodziny, określanym jako austriacka, brytyjska, włoska i francuska. Mieszkający w Niemczech Amschel (1773-1855), ku swojej rozpaczy, pozostał bezdzietny. W roku 1822 cesarz Austrii Franciszek I nadał wszystkim pięciu braciom tytuły baronów. Rothschildowie mogli od tej pory wchodzić w związki małżeńskie z europejską arystokracją, która – pomimo rozpowszechnionych antysemickich uprzedzeń –  była do tego skora, ale religijni Żydzi woleli zawierać małżeństwa wśród swoich, pilnując jednakowóż, by nie popełniać mezaliansów i dbać o interesy. Wybierali jedynie spośród rodzin porównywalnych do nich rangą i niepozbawionych majątku. Rothschildówny, które postanowiły wydać się za chrześcijan – co zdarzyło się na przestrzeni XIX w. tylko trzy razy – dostawały od żydowskich krewnych listy z pogróżkami, zrywano z nimi kontakty, śmierć ich dzieci interpretowano jako karę niebios. Narzucona przez Mayera Amschela reguła, iż potomstwo w linii żeńskiej jest wydziedziczane, mająca na celu konsolidację rodzinnego majątku utrzymywała się do początku XX w. i doprowadziła do największej w skali jednego rodu endogamii. Ton nadał James, który w 1824 r. poślubił córkę swojego brata Salomona, śliczną Betty, uwiecznioną kilka lat później na portrecie Ingresa. I tak babcia została teściową wnuczki, a brat dla brata stał się odpowiednio zięciem i teściem. Równie skomplikowane koligacje powtarzały się wielokrotnie w historii rodziny, czyniąc jej drzewo genealogiczne istnym gąszczem.  

Towarzyska śmietanka

Ferrieres.jpgUrządzony dla barona Jamesa Pałac Ferrières uchodził za wzór tzw. "goût Rothschild", który w ich posiadłościach przetrwał do dziś / Fot, Château de Ferrières Rezydujący w Londynie Nathan Rothschild, który do czasu swojej nagłej śmierci w 1836 roku, przewodził rodzinnym interesom, pewnego razu, podczas kolacji w eleganckim towarzystwie, został pociągnięty za język przez brytyjską arystokratkę: – Pańskie dzieci, jak myślę, zajmą się w życiu bardziej istotnymi sprawami. Jestem pewna, że nie życzy im pan, by po prostu robiły pieniądze. – Jestem pewien – odparł Nathan – że  tego właśnie powinieniem im życzyć. Dojście do dużego majątku wymaga wielkiej odwagi i wielkiej ostrożności, a kiedy ten majątek już się posiada, potrzeba dziesięciokrotnie więcej sprytu, by go utrzymać. –

Rothschildowie ów spryt mieli. Ale mieli też niesamowite, dostosowujące się do epoki wyczucie, jak wydawać pieniądze, by wzmocnić swój społeczny status. Urządzali bale i kolacje, na których wszyscy chcieli bywać. Jedną z najbardziej utalentowanych pań domu była Betty, żona Jamesa. Uwielbiali ją wszyscy, niejeden generał i artysta stracił dla niej głowę. Gośćmi pierwszego pokolenia paryskich Rothschildów bywali Honoré de Balzac, Georges Sand, Heinrich Heine, Gioacchino Rossini, Ingres czy Eugène Delacroix... I choć przyjęcia u bankierów były bardziej niż wystawne, a ich domy urządzone z większym przepychem niż wiele pałacy królewskich, nie wspominając o zastępach pokojówek, służących, kelnerów i ogrodników, nikt nigdy Rothschildów za zbytek nie ośmielił się krytykować. Wszyscy bowiem albo korzystali z ich szczodrości, albo doskonale zdawali sobie z niej sprawę. Rodzina na ogromną skalę wspierała cele charytatywne, hojnie dotowała artystów i pisarzy, pomagała się utrzymać marszandom sztuki. Kolejne generacje Rothshildów słynęły z pasji, którą zaszczepił w nich ojciec-założyciel, Mayer Amschel, który kolekcjonował rzadkie monety. Niemal wszyscy potomkowie płci męskiej mieli fiksum-dyrdum na punkcie zbieractwa. I o ile jeszcze pierwsze pokolenie baronów kupowało meble, zastawę, rzeźby i obrazy bez namysłu, upodabniając wnętrza swoich pałaców do wytwornych sklepowych ekspozycji, o tyle ich potomkowie potrafili skompletować dzieła sztuki w taki sposób, by ich kolekcje stały się najpoważniejszymi w Europie.

Rothschildowie mieli też jeszcze jedną ważną cechę: śmiałe poczucie humoru, które niektórzy skłonni byli uznawać za hucpę, ale w większości wypadków zjednywało im ono sympatię.  Anegdota mówi, że gdy pewien książę pofatygował się, by odwiedzić Nathana w jego biurze, ten zaoferował mu krzesło, po czym bez słowa pochylił się nad swoimi papierami. Oburzony książę wykrzyknął: – Czy usłyszał pan, kim jestem, sir? Bankier spokojnie odparł: – Zatem proszę sobie wziąć dwa krzesła.

Baronowie potrafili również śmiać się z samych siebie. James zgodził się bez szemrania, by pozować Delacroix w łachmanach, gdy malarz stwierdził, że potentat ma idealną twarz do odegrania na jego obrazie żebraka. Gdy milioner zjawił się w przebraniu we drzwiach pracowni, asystent był tak poruszony jego biednym wyglądem, że podarował mu franka. Dzień później dostał list od Jamesa de Rothschilda informujący go, że zwraca mu franka pomnożonego o odsetki. Do listu dołączony był czek opiewający na 10 tysięcy franków.

great-coat-of-arms-of-rothschild-family-svg.jpgHerb rodziny Rothschildów

Sybaryci

U Rothschildów zawsze dobrze się jadło i piło. Ich obiady słynęły z dopracowanych dań, przysmaków sprowadzanych z dalekich stron i podawanych poza sezonem warzyw oraz owoców, które hodowano w ogrodowych szklarniach. Do dziś największe rodzinne kłótnie wywołują dyskusje o tym, który z Rothschildów ma lepszego szefa kuchni. Pieczenie, suflety, omlety i sosy wymyślane przez pracujących dla klanu kucharzy, zapisały się w księgach kucharskich, przybierając arystokratyczne nazwisko. Nazwisko zyskały również wina. Winiarskich posiadłości Rothschildów dziś jest tyle, że trudno się w tym zorientować, zwłaszcza że zarządzają nimi trzy różne odnogi rodziny, wszystkie posługujące się tym samym herbem pięciu strzał, choć  inaczej go sygnujące. Mamy zatem firmę: Baron Philippe de Rothschild, która wyrosła z angielskiej gałęzi rodziny (w jej posiadaniu jest słynne Mouton), dalej należące do francuskiej linii Domaines Barons de Rothschild-Lafite (Groupe DBR) i wreszcie Compagnie Vinicole Baron Edmond de Rothschild, która to firma należy do szwajcarskiej części rodziny wywodzącej się z Francji.

Ch.Lafite-morning-light-C-Francois-Poincet.jpgChâteau Lafite o świcie / Fot. François Poincet

Gra o tron

W 1853 r. Nathaniel Rothschild (1812-1870), syn Nathana, zakupił Brane Mouton – uznaną, ale podupadającą bordoską posiadłość, którą przemianował na Mouton Rothschild. Początkowo chodziło mu raczej o dobry interes niż splendor związany z produkcją wyśmienitych bordeaux, aczkolwiek klasyfikacja 1855 r., która graniczącego z Latour i Lafite – Mouton Rothschild nie zaliczyła do posiadłości pierwszej kategorii, rozwścieczyła barona. W 1868 r. jego wuj, a zarazem teść, James de Rothschild, namówiony przez synów Alphonse'a i Gustave'a, nabył sklasyfikowane jako premier grand cru classé Château Lafite, rozpoczynając – jak kronikarze lubią powtarzać – rywalizację między angielską a francuską gałęzią rodziny na winiarskim polu. To wtedy baron Nathaniel miał ukuć powiedzenie: Pierwszym nie mogę być, drugim nie chcę, jestem baranem. (W innych tłumaczeniach: jestem Mouton). Dwa miesiące po tym zakupie James zmarł, a dwóch jego synów całkowicie pochłonęły finanse; Lafite przynosił zbyt małe zyski, by chcieli się nim poważnie zająć. Również syna Nathaniela – Jamesa (czytelnik może zacząć się gubić) bardziej interesowały inne sprawy. Trzeba było czekać na pokolenie prawnuków – Philippe'a (1902-1988), który objął zarzadząnie Moutonem i Éliego (1917-2007), dla którego Château Lafite stało się największą pasją. To między tymi dwoma kuzynami rozegrała się najostrzejsza rywalizacja, która w ciężkich powojennych czasach bardzo przysłużyła się obu posiadłościom. Zarówno jeden, jak i drugi baron zaczęli też nabywać kolejne zamki. Philippe w 1933 r. kupił Château d'Armailhac, sklasyfikowane jako piąte grand cru classé, zaś w 1970 Clerc Millon;  ustanowił również jeszcze przed wojną jeden z najsłynniejszych światowych brandów – Mouton Cadet. To dzięki jego uporowi Mouton Rothschild w 1973 r., jako jedyne château w historii awansowało w klasyfikacji i zyskało oznaczenie premier grand cru classé. Philippe nie ustawał w pomysłach do końca; w r. 1979, zbliżając się do osiemdzisiątki, wszedł w spółkę z Robertem Mondavim, tworząc pierwsze kalifornijskie wino-ikonę: Opus One, które do dziś jest jedną z najbardziej pożądanych etykiet świata. Po śmierci Philippe'a stery nad winiarniami objęła jego córka Philippine (1933-2014), która w 1996 r. wraz z chilijskim potentatem Concha y Toro stworzyła joint venture, którego rezultatem było jedno z najlepszych chilijskich win: oparta na bordoskich odmianach Almaviva. Dziś nad winiarskimi posiadłości tej części rodziny, czuwa jej syn Philippe Sereys de Rothschild (ur. 1963).

Panoramic-view Rieussec.jpgRieussec z góry / Fot, Mat.prasowe

Również druga gałąź rodziny nie próżnowała. Élie w 1963 r. zakupił quatrième grand cru classé: Château Duhart-Millon. W 1973 r. zarządzanie winarniami objął po nim jego bratanek Éric de Rothschild (ur.1940), który do dziś sprawuje nad nimi pieczę. To on w 1984 r. nabył jedną z najlepszych posiadłości w Sauternes, graniczące z Château d'Yquem – Château Rieussec, a w 1990 pod jego skrzydła trafiło pomerolskie L'Évangile, mające tak znamienitych sąsiadów, jak Angélus i Cheval Blanc. Ta część rodziny lubi powtarzać, że kupuje tylko najlepsze posiadłości, lub te z najlepszymi graniczące. W 1988 roku Éric wszedł w joint venture z chilijską Los Vascos, a w 1999 r. wraz ze słynną argentyńską rodziną Catena uruchomił projekt: Caro. W tym samym roku kupił też langwedocką Domaine d'Aussières. W 2008 r. zainwestował w winnice w Chinach, w prowincji Shandong.

Trzecia odnoga rodziny w winiarskim biznesie wywodzi się od Edmonda de Rothschilda (1845-1934), syna Jamesa i Betty, który całe swoje dorosłe życie był czynnie zaangażowany w tworzenie państwa Izrael. To w dużej mierze dzięki jego datkom do Palestyny przybyli pierwsi żydowscy osadnicy. Edmond wspierał rozwój rolnictwa, w tym uprawę winorośli na izraelskiej ziemi; bordoskie zamki jednak niewiele go obchodziły. Dopiero jego wnuk, mieszkający w Szwajcarii Edmond Adolphe (1926-1997) zakupił w 1973 r. skromne w porównaniu do posiadłości jego kuzynów cru bourgeois: Château Clarke, położone w Listrac. Od początku miał intencję robić wino dla tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na najdroższe butelki. Po śmierci Edmonda jego syn, Benjamin (ur.1963) nabył Château des Laurets w Puisseguins Saint-Émilion oraz wszedł w liczne spółki: z Antonem Rupertem w Południowej Afryce, z Laurent Dessault w Mendozie, z Vegą Sicilią, rozwijając riojański projekt Macán, wreszcie z rodziną Peabody, tworząc w nowozelandzkim Marlborough brand Rimapere. Z inicjatywy Benjamina w 2005 roku trzy gałęzie rodziny się zjednoczyły, by stworzyć szampana pod godłem Barons de Rothschildes. Pierwsze butelki wypuszczono w 2009 roku.

VERZENAY photo Michel Jolyot (8).jpgVerzenay – jedno z crus wykorzystywanych do szampana baronów / Fot. Michel Jolyot

Rothschildowie w Vininovej

 Poznański importer Vininova sprowadza do Polski wina francuskiej gałęzi Rothschildów. Oto krótki przewodnik po ich winnicach.

Domaine d'Aussières: surowe wina z krainy katarów

Nabyte w 1999 roku 167 hektarów usytuowane jest w pobliżu Narbony, w sercu langwedockiej apelacji Corbières. Winnice leżą u podnóża pirenejskiego masywu Fontfroide, stąd cieszą się relatywnie chłodnym, suchym i wietrznym klimatem, który zapewnia owocom odpowiednią kwasowość. Dwie trzecie produkcji powstaje w ramach AOC Corbières (syrah, mourvèdre, grenache, carignan, cinsault), jedna trzecia natomiast to Vin de Pays d'Oc (chardonnay, merlot, cabernet sauvignon, cabernet franc, petit verdot). Czerwone wina, z których posiadłość słynie, cechuje twarda struktura, dojrzały owoc i wyraziste ziołowo-pikantne aromaty.  Aussières Rouge, vin de Pays d'Oc, które w Vininovie kosztuje  49, 90 zł to intensywnie owocowe, a zarazem cokolwiek surowe, ascetyczne wino, pozostawiające w ustach posmak soli, pieprzu i grafitu. Corbières Blason d'Aussières, które można kupić za 66 zł, to jedno z najlepiej sprzedających się win importera. Kupaż syrah, grenache, mourvèdre i carignan, w niewielkim tylko stopniu dojrzewany w drewnie jest winem mięsistym i jednocześnie garbnikowym. Mnóstwo w nim owocu, ale  też wytrawnych,  słono-ziołowych akcentów. Château d'Aussières to flagowe corbières posiadłości, które powstaje z tych samych co Blason odmian po starannej selekcji najlepszych gron.  Bardziej beczkowe, ale nadal intensywnie owocowe wino; tłuste, o sutej i bardzo gładkiej materii. Przy swej aksamitności również zachowuje swego rodzaju kamienną surowość. Jego cena to 112 zł.

Aussieres-vineyard-landscape.jpgLangwedocka Domaine d'Aussières / Fot. Mat. prasowe

Château L'Évangile: smak luksusu

Mające tak uznanych sąsiadów jak Cheval Blanc, Pétrus czy La Conseillante, Château L'Évangile należy do czołówki pomerolskich zamków. Licząc 22 ha, jest też czwartą pod względem wielkości winnicą w apelacji. Zanim jednak całość udziałów w zamku wykupili w 1999 r. Rothschildowie,  jakość tutejszych win była nierówna: w chłodniejszych rocznikach bywały zielone, liściaste, wychudzone. Za czasów Érica de Rothschilda zmniejszono wydajność, wprowadzono ostrą selekcję winogron i zapoczątkowano proces wymiany krzewów na nowe lepsze klony cabernet franc. Dziś udział tej odmiany w winnicach stanowi 20 proc, pozostała część jest obsadzona merlotem. Wina L'Évangile smakują luksusem: są gęste i skoncentrowane. Nie na darmo i nie za darmo doradza tutaj Michel Rolland. Są to w pewnym sensie archetypowe współczesne pomerole. Mają głębię, powłóczystość, długość i zapach jak drogie perfumy. W ofercie Vininovej jest obecnie Château l'Évangile 2011 w cenie 970 zł oraz drugie wino posiadłości Blason de l'Évangile 2010 w cenie 425 zł.

L-Evangile-panoramic-view.jpgPanorama na Château L'Évangile / Fot. Mat. prasowe

Château Lafite: filozofia umiaru

Lafite śmiało można nazwać najsłynniejszą etykietą świata. Żadne inne wino nie wzbudza takich emocji, nie jest tak pożądane, nie było tyle razy podrabiane i nie osiagnęło równie zawrotnej ceny. Butelka Château Lafite 1787, rzekomo pochodząca z kolekcji Thomasa Jeffersona, została zakupiona przez Christophera Forbes'a za 156 000 dolarów. Od klasyfikacji 1855 r., kiedy Lafite, obok innych trzech bordoskich posiadłości, przyznano status premier grand cru classé, zamek uznawany jest przez wielu koneserów za najpierwszy wśród pierwszych.

Leżące na północnych krańcach Pauillac, winnice Lafite rozciagają się na obszarze 107 ha, stanowiąc największą posiadłość w Médoc. Ekstremalnie żwirowe podłoże porasta w 70 proc. cabernet sauvignon, 25 proc. merlot, 3 proc. cabernet franc, 2 proc. petit verdot. Odkąd zamkiem po II wojnie światowej na serio zajał się baron Élie, wielką wagę przyłożono do wysokich standardów uprawy. Nigdy nie podążano tu jednak obsesesyjnie za koncentracją. Wieloletni dyrektor techniczny zamku Charles Chevalier lubił powtarzać, że winorośl powinna naturalnie produkować tyle, ile chce. Wydajność w Lafite wynosi więc ok. 50 hl/ha (dla porównania w Château l'Évangile jest to 30-38 hl/ha).  Niemniej selekcja owoców do pierwszego wina jest bardzo surowa, stanowi ono jedynie 40 proc, produkcji. W zeszłym roku Chevalier został zastąpiony przez Erica Kohlera, wydaje się je jednak, że filozofia umiaru będzie w zamku kontynuowana. Lafite to wina niewykle eleganckie, harmonijne, hipnotyzujące głębią i pełnią smaku, uwodzące atłasową materią. W ofercie Vininovej rocznik 2011  kosztuje 4360 zł, natomiast cena drugiego wina, Carruades de Lafite 2010 wynosi 1780 zł.

Więcej o Laficie tu.

Baron-Eric-de-Rothschild-Eric-Kohler-a-Caro-April-2011.jpgBaron Eric de Rothschild z enologiem Erikiem Kohlerem w argentyńskiej posiadłości Caro / Fot. Mat prasowe

Château Rieussec: blisko Yquem

Rieussec, to kolejne premier grand cru classé w portfolio DBR. Graniczące na wschodzie z najsłynniejszą posiadłością w Sauternes – Château d'Yquem, wypuszcza stylistycznie podobne do Yquem wina. Charakteryzuje je czystość i bogactwo owocu, miodowość oraz kremowa, tłusta, maślana faktura. To bardzo barokowe, intensywne i długowieczne sauterny – najlepiej dać im dojrzeć kilka lat w piwnicy. Kiedy Rothschildowie zakupili Rieussec w 1984 r, winnice liczyły 68 ha, dziś się rozrosły do 93 ha, czyniąc posiadłość jedną z największych w Sauternes. Uprawia się tu 90 proc. sémillon, 7 proc. sauvignon blanc i 3 proc. muscadelle. Cena Château Rieussec w Vininovie wynosi 490 zł, drugie wino Carmes de Rieussec kosztuje 155 zł, natomiast interesujący wytrawny kupaż sémillon i sauvignon blanc możemy kupić za 129 zł (nie było tego wina w naszym panelu białych bordeaux, a szkoda).

Champagne Barons de Rothschild: cała rodzina razem

BDR-Slide-01.jpgSzampan, który zjednoczył rodzinę / Fot. Mat. prasowe

O szampanie Rothschildów mało kto słyszał. – Unikamy reklamy – można usłyszeć w tym szampańskim domu, jednak pomysłów na elitarny marketing  firmie nie brakuje – w tym roku wypuszczono specjalne cuvée, którego można napić się jedynie w londyńskim Ritzu.

Inicjatywa szampańskiego domu w 2005 roku połączyła wszystkie trzy gałęzie Rothschildów; jego współwłaścicielami są Éric, Benjamin i Philippe Sereys, który pełni w firmie funkcję prezesa zarządu. Dom nie ma własnych winnic, pracuje z zakontraktowanymi winogrodnikami, większość owoców pochodzi z winnic premiers i grands crus, przede wszystkim położonych w Côte de Blanc, gdyż oczkiem w głowie Rothschildów jest szczep chardonnay. Przed wypuszczeniem na rynek szampany minimalnie dojrzewają na osadzie przez 4-5 lat. Pierwszy rocznik wypuszczono w 2009 roku. 

Flagowa etykieta Rothschildów, czyli szampan blanc de blancs to wino bardzo ciche, szepczące, pełne, miękkie, niemniej charakteryzujące się żywą kwasowością. Na pierwszy plan wysuwają się w nim świeże cytrusowe aromaty, delikatnie podbudowane brioszką i orzechami. Finisz jest słony, mineralny. Brut (60 proc. chardonnay, 40 proc. pinot noir) jest szampanem dużo potężniejszym, bogatszym, pachnącym morelami, brzoskiwniami i pieprzem. Usta ma zdecydowanie bardziej strukturalne i tłustsze. Rosé. dla którego bazę stanowi blanc de blancs z 15. proc dodatkiem pinot noir to szampan bardzo apetyczny, owocowy, lekki, porządnie kwasowy, również delikatnie słony. Są to wszystko zgrabne i perfekcyjnie uszyte szampany, mam jednak wrażenie, że nieco brakuje im głębi. Cena bruta u polskiego importera to 259 zł, blanc de blancs oraz rosé  kosztują 343 zł. Jest jeszcze szampan Vintage 2006, którego niestety nie piłam, a którega cena wynosi 1140 zł.

***

Pisząc tek tekst korzystałam z następujących książek:

Virginia Cowles, The Rothschilds. A Family of Fortune, Endeavour Press Ltd. 2015

Frederic Morton, The Rothschilds. A Family Portrait, Diversion Books, New York 2014

Derek Wilon, Rothschild. A Story of Wealth and Power, Cox & Wyman, London 1988

Tekst pierwotnie ukazał się w  "Magazynie Wino"