Ewa Wieleżyńska wiele o winie

SPIS TREŚCI

06.05.2016

wino w książkach

Tryumfy nad starą Francuzicą

Kondrat_Winne-strony.jpg

Trudno mi krytykować Marka Kondrata, bo po pierwsze, jako przedsiębiorca dla kultury wina w Polsce zrobił ogromnie dużo, po drugie, to sympatyczny facet, a po trzecie, żal serce ściska, skoro jeszcze w dzieciństwie wezbrało we mnie współczucie dla Romana Boryczki, później zabarwione erotycznym uniesieniem wobec Ola Halskiego, co prawda unicestwionym na widok srającego w krzakach Adasia Miauczyńskiego, z którym to jednak świruskiem łączyła mnie obsesyjno-kompulsywna nić porozumienia.

Marek Kondrat od tamtych, skądinąd prawdziwie wzruszających wcieleń się odżegnał, co w wywiadach tak i siak racjonalizuje, sprowadzając rzecz z grubsza do tego, że wybrał egzystencję bardziej autentyczną, nieśpieszną, wypełnioną radosnym kontaktem z naturą oraz kontemplacją piękna i ludzkich spraw. Ową życiową filozofię postanowił teraz zamknąć w książce, po lekturze której rzetelny, władający polszczyzną recenzent może albo milczeć, albo musi czytelników przestrzec.

Przyznaję uczciwe: trwająca od paru ładnych lat Kondratowa gawęda o tym, że żyjemy w kraju buraka i kartofla, czyli innymi słowy – gównianym, przez który Rzym nie przeszedł, stąd nie jada się tutaj kolacji i nie rozumie wina, najzwyczajniej w świecie mnie nuży. Nie kupuję tych zachłyśnięć się chłopca zagranicą, który chociaż ją zjechał wzdłuż i wszerz, nie wyszedł poza prawdy z papier-mâché o tym, że Włoch to żigolak, Francuz – sybaryta, a Hiszpan – człowiek prawdziwie namiętny. Górnolotne okrzyki o tym, że wino to tajemnica, sztuka, magia i baśń wydają mi się wątłym materiałem na książkę, zwłaszcza gdy nie ma się talentu Leśmiana, który zresztą gdzie indziej metafizyki upatrywał. Rozumiem jednak, że znajdą się tacy, co znajdą w tej narracji przyjemność, choć wydawnictwo nie było chyba pewne ich liczebności, skoro zdecydowało się gawędę Kondrata poprzecinać mapkami i wykresami, z których płynąć ma praktyczna wiedza o winie. Wiedza, która samemu autorowi wydaje się raczej popsuj-zabawą. Pisze on na przykład tak: Zabrałem się do wina z powodu imaginacji parabaśniowych i nie mam najmniejszej ochoty przekraczać granicy tego uwiedzenia na rzecz rozpoznawania w winie czerstwej czereśni albo końskiego siodła, rozróżniania szczepów i roczników. Instynktownie czuję, że starając się rozbudzić w sobię tę wrażliwość, nieuchronnie stanę kiedyś przed bramą potężnego przemysłu, a mnie raczej idzie o poezję.

Nie jest to najlepiej powiedziane, ale pokrętna frazeologia nie jest najgorszą wadą tej książki Co, do jasnej cholery, robili redaktorzy "Winnych stron" – w luksusowej, jak na dzisiejsze czasy, liczbie kilku, o czym dowiadujemy się ze stopki? Czym zajmowały się aż dwie korektorki? Przepuszczali bowiem nie tylko zdania stylistycznie fatalne, pozwolili w tej książce znaleźć się fragmentom zgoła niezrozumiałym, niepoprawnym gramatycznie i z bykami ortograficznymi (zwłaszcza pisowni nie z imiesłowami redaktorzy Znaku nie opanowali). Wykresy tłumaczące winiarskie pojęcia oraz quasi-mapki mają sporo merytorycznych błędów, nie zadano sobie trudu, żeby sprawdzić, jak w polszczyźnie funkcjonują obce nazwy geograficzne i wykazano się całkowitą dezynwolturą w pisowni nazw własnych, co najbardziej boli w przypadku wina tak symbolicznego dla książki, jak bordoskie deuxième grand cru classé Château Ducru Beaucaillou, o którym Marek Kondrat pisze, że znalazło swojego odkrywcę w osobie Marka Bieńczyka, który rozpoczął nim karierę jednej z najwybitniejszych osobowości w świecie win, nie tylko w Polsce. W tekście dwa byki w nazwie (Boucaillout) zgoła zmieniają wymowę znanego cru i czynią wzniosły fragment komicznym.

Marek Kondrat ma klawe życie (sformułowanie pożyczam od  niego). Ma czas i pieniądze, ma olbrzymią swobodę, ma młodą żonę i posiadłość z widokiem. To są warunki idealne, by poczuć się szczęśliwym. Nie trzeba płakać nad krajem kartofla ani odnotowywać  – jak to  jest w tekście ujęte – tryumfów nad starą Francuzicą: że to i owo już wiemy, że też umiemy, że w końcu mamy. Marek Kondrat od dawna nie mieszka w bloku na Muranowie, choć pisze tak, jakby w to jeszcze nie wierzył.

 

Marek Kondrat, "Winne strony. Opowieść o pasji, która zmieniła życie"

Wydawnictwo Znak, Kraków 2015

 

Recenzja pierwotnie ukazała się w "Magazynie Wino".