Ewa Wieleżyńska wiele o winie

SPIS TREŚCI

14.12.2016

wino w pigułce

Butelka pod choinkę

Christmas-wine.png

"Przypuśćmy, że macie przyjaciela, który kocha Schumanna i nie znosi Schuberta, podczas gdy wy kochacie Schuberta do szaleństwa, a Schumann śmiertelnie was nudzi. Jaką płytę podarujecie przyjacielowi na jego urodziny? Schumanna, za którym on przepada czy Schuberta, za którym przepadacie wy?"

W ten sposób znany nam wszystkim prezentowy dylemat rozpisał Milan Kundera w powieści "Nieśmiertelność". I odpowiedział następująco: Oczywiście Schuberta. Podarowanie Schumanna byłoby bowiem nieszczere – przecież obdarowujemy z miłości. Co w żaden sposób nie zmieni faktu, że po naszym wyjściu przyjaciel na ofiarowaną mu od serca płytę napluje i wyrzuci ją do śmieci. W świecie Kundery wymiana uczuć nie jest możliwa, podarunek z definicji jest fiaskiem. Życie bywa bardziej tkliwe niż literatura: prezent może się udać. Za parę dni Boże Narodzenie i odwieczne pytanie: co mu kupić? On, chyba się ze mną zgodzicie, jest bardziej kłopotliwy niż ona...

Ludzie często mnie pytają, czy wypada pod choinką położyć butelkę wina. Wątpliwości, jak sądzę, rodzi polska kultura, w którą wpisany jest dwuznaczny stosunek do picia: wypić, owszem, lubimy, ale po kryjomu – jawnie kładziemy nacisk na destrukcyjny wpływ alkoholu, nie zaś jego kulturotwórczy potencjał. Francuzi co roku przed świętami publikują liczne teksty o tym, że nie ma lepszego podarunku niż wino: symbol biesiady, dzielenia się z bliźnim, gościnności oraz życzliwości. Dziennikarze amerykańscy z kolei piszą, że to świetny prezent z gatunku last minute, i specjalizują się w udzielaniu wskazówek, jak nie wydać zbyt dużo, bo "delikwent i tak się nie pozna". Jednak cwany podarunek to oksymoron. Powinna naszemu prezentowi towarzyszyć dobra energia, a gdy jest nim wino, również myśl, że to wyjątkowa, a nie zwykła, codzienna butelka. Najlepiej butelka do dłuższego starzenia. Udzielając rady po amerykańsku: jeżeli przeznaczamy na ten prezent poniżej 50 złotych, znacznie lepiej jest kupić książkę.

Modelowy smak nie istnieje

Oprócz progu finansowego, nie ma właściwie zasady – poza niedefiniowalnym dobrym smakiem – jaką się możemy przy naszym wyborze kierować. Wszystkie teksty, które doradzają, jak wybrać wino dla kobiet, jak schlebić polskim gustom, jakie wino dla amatora, a jakie dla cioci, są nonsensownym czernieniem papieru. Prezentu nie kupujemy w końcu dla statystycznego modelu. Gdybym miała się pokusić o jakąś kategoryzację (wiadomo, że z szufladkami żyje się wygodniej) podzieliłabym nasz potencjalny prezent na trzy kategorie: wino dla tradycjonalistów, wino dla aspirujących i wino dla otwartych.

Wino dla tradycjonalistów

Calon Segur.jpg

Jeśli osoba, której kupujemy wino, jest tzw. koneserem, nie pomylimy się, sięgając po któryś z tradycyjnych winiarskich regionów. To zresztą jest zawsze dobre rozwiązanie – zwłaszcza wtedy, gdy nie jesteśmy pewni, co nasz przyjaciel lubi. W sposób oczywisty pierwsze przychodzą na myśl burgundy i bordeaux grands crus, lecz tu musimy mieć budżet właściwie nieograniczony, gdyż ceny tych apelacji w ostatnich latach zupełnie zwariowały. Przestrzegam przed kupowaniem win z Burgundii i Bordeaux w rocznikach 2011-2013, gdyż były one bardzo słabe. Znacznie lepszy interes zrobimy, kupując wina z prestiżowych apelacji Doliny Rodanu. Na południu, gdzie króluje szczep grenache, są to: Châteauneuf-du-Pape, Vacqueyras, Gigondas; na północy, gdzie rządzi syrah: Hermitage, Crozes-Hermitage, Cornas, Saint-Joseph i Côte-Rôtie. Jeśli nasz koneser lubi wina białe, możemy mu kupić rodańskie viognier z trudno dostępnej w Polsce apelacji: Condrieu. Jak również solidnego rieslinga z Niemiec, Austrii lub – jeśli nie ma nic przeciwko lekkiej słodyczy – z alzackiego grand cru. Gdy idzie o wina czerwone, okazje cenowe - w porównaniu do wielkich regionów Francji – znajdziemy w prestiżowych regionach Włoch. Dobrym pomysłem na prezent jest brunello, barolo, barbaresco, amarone oraz chianti classico. Pewniakiem jest najstarsza apelacja Hiszpanii, czyli Rioja – reserva lub gran reserva. Możemy także kupić hiszpańską riberę del duero lub portugalskie douro. Jeżeli mamy pewność, że nasz odbiorca pija wina słodkie, możemy zaszaleć z kilkuputoniowym tokajem, sauternem lub porto. Nieodmiennie sprawdza się szampan.

Wino dla aspirujących

vega sicilia.jpg

Winoman aspirujący to człowiek, który prawdopodobnie ma w swojej biblioteczce przewodnik Parkera i któremu większą przyjemność od smaku wina sprawia posiadanie renomowanej etykiety. Po angielsku ten typ określa się wdzięczną nazwą label drinker. Zrobimy mu oczywiście przyjemność, kupując wysokopunktowane bordoskie châteaux, ale również supertoskany, hiszpańskie prioraty oraz wina nowoświatowe, dumnie zwane ikonami, które właśnie dla aspirujących zostały wymyślone. Istotna jest elegancja etykiety oraz ciężar butelki; mile widziane będzie magnum, a także towarzyszące winu drewniane pudełko. Wino w tym wypadku jest obiektem statusowym; kupujemy opakowanie, a nie jego zawartość, siłą rzeczy jest więc to najmniej sympatyczny, choć istniejący w naturze odbiorca naszego prezentu.

Wino dla otwartych

Marcel Lapierre_Morgon.jpg

Człowiek otwarty na nowe doznania to nasz wymarzony adresat. Czegokolwiek mu nie kupimy, będzie szczęśliwy. Najprzyjemniej mu jednak będzie, gdy go zaskoczymy. Możemy sobie pohulać po mniej prestiżowych francuskich apelacjach bez wielkiego uszczerbku dla naszego portfela.  Miłośnikom win czerwonych możemy kupić loarskie chinon lub saumur-champigny, langwedockie faugères, corbières czy minervois, albo przebierać do woli w beaujolais crus, takich jak fleurie, morgon, saint-amour czy moulin-à-vent. Zwolennikom win białych podarować sancerre lub pouilly-fumé. A przede wszystkim wyszperać rzadkie autochtoniczne szczepy, w które obfitują chociażby Włochy. Jak również zaryzkować z winami pomarańczowymi i naturalnymi,  które stają się coraz powszechniejszym trendem, o czym w różnych miejscach już pisałam.

Jeszcze słowo o winiarskiej etykiecie

Gdy zdarzy nam się w święta przyjść z butelką wina jako podarunkiem dla państwa domu, co nieraz zresztą robimy, nie oczekujmy, że ją otworzą (chyba że wcześniej było umówione, iż przyjęcie jest składkowe). Prezent to prezent. Tak jak oni nie łamią konwencji, polewając nam słabe wino, a nasze skrzętnie chowając, tam my mamy prawo podać wino dobre, a podłe, które ktoś przyniesie, wylać do zlewu. Odpowiadając na pytanie Schubert czy Schumann: zawsze Schubert, ale tylko wtedy – gdy jest nadzieja – że osobie, której go dajemy, spodoba się tak jak nam.

***

Wina pod choinkę najlepiej kupować w sklepach specjalistycznych.

W Warszawie polecam Alewino! na Mokotowskiej 48, Mielżyńskiego na Burakowskiej 5/7 i Czerskiej 12, Winoblisko, czyli Dyletantów przy Rozbrat 44, Vininovę przy Placu Małachowskiego 2, Wine Corner na ulicy Biały Kamień 5, Winkolekcję przy Olkuskiej 7, Wine and You na Malczewskiego 6, Jung und Lecker przy Krakowskim Przedmieściu 45.

Jeśli chodzi o wina naturalne, w Krakowie warto je kupować w Krako Slow Wines (Lipowa 6F) oraz u Naturalistów (Nowa 0 ), we Wrocławiu u Winotake (Hubska 44-48).

W Warszawie znajdziemy je w Alewino, Wine Cornerze i u Dyletantów.