Ewa Wieleżyńska wiele o winie

SPIS TREŚCI

19.08.2016

wino w pigułce

Butelka i kieliszki? Kto ma na to czas?

Underwood-canned-wine.jpgWino w puszkach z Oregonu

Butelka, która jest podstawowym opakowaniem na wino, życiorys  ma stosunkowo krótki i prawdopodobnie nie zostanie z winem na zawsze. Ciężką, "wrażliwą" na transport i kosztowną dziś wypierają inne pojemniki - wciąż mało popularne w Polsce. Czy warto sięgać po wino zapakowane i n a c z e j?

Liczba alternatywnych opakowań stale rośnie. Pierwszym, które pojawiło się jeszcze na początku lat 1960., było bag-in-box: kartonowe pudełko z foliową torbą w środku. Dużo później przyjęły się poręczne Tetra Paki, a ostatnio wino w mniejszych pojemnikach, oferujących pojedyncze porcje, jak puszki czy wykonane z imitującego szkło plastiku – zamknięte pokrywką kieliszki.

Tanio i ekologicznie

Zaletą wszystkich tych opakowań jest ich funkcjonalność. Są lżejsze i bardziej ustawne niż butelki: na jednej transportowej palecie można ich zmieścić znacznie więcej. Paleta bag-in-boxów dla przykładu zawiera 80% więcej wina niż paleta butelek, a przy tym stanowi tylko 2/3 wagi tej ostatniej. Podobnie jest z Tetra Pakami, zwłaszcza od momentu, gdy w 2005 roku firma opatentowała Tetra Prismę (prostopadłościan ze ściętymi rogami), który jest bardziej pakowny w stosunku do wcześniejszych modeli. Produkcja tych opakowań jest też znacznie tańsza. Jak obliczył winiarz Michael Schmelzer, w przypadku Tetra Paku koszty opakowania zmniejszają się o 75%, koszty transportu natomiast o 50%, gdyż jednorazowo można przewieźć więcej wina, które znacznie mniej waży. Użycie alternatywnych opakowań w dużym stopniu redukuje więc emisję dwutlenku węgla. Warto w tym miejscu dodać, że alternatywne opakowania wymuszają również "odchudzenie" butelek szklanych. Moda na ciężkie kilogramowe butelki, które swoją wagą mają podprogowo sugerować wysoką jakość wina, powoli przechodzi. Większość butelek waży ok. 0,5 kg, ale na rynku pojawia się coraz więcej tych, które nie przekraczają 300 g.

Innowacją ostatnich lat są butelki PET, czyli wykonane z politereftalanu etylenu, które na odłegłość do złudzenia przypominają tradycyjne butelki szklane. Nie są one równie ustawne jak bag-in-boxy i tetra paki, ale są bardzo lekkie, nie tłuką się i są podatne na recykling; pozostawiony przez nie ślad węglowy jest więc też znacznie mniejszy w stosunku do opakowań tradycyjnych. Skoro te wszystkie innowacje mają tyle zalet, dlaczego wciąż ponad 80% wina sprzedaje się w szklanych butelkach?

Pić szybciej niż mleko

bag in box.jpgWłoskie wino w bag-in-box. Otóż żadne z wyżej wymienionych rozwiązań nie jest w równym stopniu jak szkło nieprzepuszczalne dla tlenu. Technologia bag-in-box jest całkiem sprytna: gdy naciskamy kurek i nalewamy sobie wino do kieliszka, torebka w środku pudełka opada, tak więc powietrze nie wypełnia pustego miejsca. Dzięki temu wino po otwarciu kartonu – który jest sprzedawany w formatach: 1,5 l, 3 l i 5 l  – przez jakiś czas pozostaje świeże. Niektórzy producenci twierdzą, że przez 6-8 tygodni; ja jestem wobec tego sceptyczna, ale też nigdy otwartego kartonu tyle czasu nie trzymałam. Tlen jednak przenika przez materiały, z którego wykonana jest torebka – tak przez metalizowany poliester, jak przez drugie często wykorzystywane tworzywo: żywicę kopolimerową alkoholu winyloetylenowego (EVOH). Przepuszczalny dla tlenu jest również plastikowy korek, nie mówiąc już o tym, że przy każdym nalewaniu wina do środka wpływa nieco powietrza. Wino w kartonach można więc kupować tylko od zaufanych sprzedawców, co do których mamy pewność, że nie przytrzymywali go zbyt długo na półce (nie dłużej niż 10 miesięcy). Trzeba też wiedzieć, że wino w bag-in-boxach zazwyczaj ma wyższy poziom siarki, która ma je chronić przed ryzykiem szybszego utlenienia. Również bardzo przepuszczalny dla tlenu jest PET, którego barierowość zmniejsza się przy wysokich temperaturach; butelki wykonane z tego tworzywa nie powinny odbywać długich tras i podobnie jak bag-in-boxy nie nadają się do długoterminowego przechowywania wina (niektóre badania mówią o 7 mięsiącach). Najbardziej szczelne są Tetra Paki, zbudowane z kilku warstw materiału: laminowanej, grubej tektury; folii aluminiowej zapewniającej izolację; wreszcie folii wykonanej z polimeru, dopuszczonego do kontaktu z produktami spożywczymi. Niemniej i w tym wypadku tlen się przedostaje do środka przez plastikową zakrętkę.

French Rabbit.jpgFrench Rabbit – francuska marka na amerykańskim rynku sprzedawana jest w Tetra Pakach. To wszystko nie ma jednak znaczenia w przypadku win przeznaczonych do szybkiej konsumpcji i natychmiast przez nas spożywanych.  Dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa konsumuje wino w przeciągu 24 godzin od momentu zakupu. Szybciej niż mleko, jak zauważył cytowany już Michael Schmelzer. Do fast wine'ów nie potrzebujemy eleganckiej butelki i z pewnością będzie ona wychodziła z użycia.

Nie tracić humoru w głuszy

Wyżej wymienione opakowania mają jeszcze jedną zaletę: są bardziej ekonomiczne również z punktu widzenia konsumenta. I wcale nie dlatego, że są w nie wlewane tańsze, czytaj: gorsze wina. Bardzo wielu producentów wypuszcza to samo wino w bag-in-boxach oraz w butelkach. Cena tego pierwszego ze względu na mniejsze koszty opakowania jest niższa. To z pewnością świetne rozwiązanie dla restauracji, które sprzedają wino na kieliszki. Ale również rzecz warta wzięcia pod uwagę, gdy organizujemy dużą imprezę czy gościmy na wakacjach przez dłuższy czas przyjaciół, którzy nie wylewają za kołnierz. Interesującym przykładem pod tym względem jest Szwecja, gdzie wino w kartonach stanowi 57 % rynku. Szwedzi lubią w weekendy zaszywać się na swoich ustronnych wyspach, na których trudno znaleźć otwarty sklep monopolowy – gdyż ich liczba i godziny otwarcia są przez państwo ograniczane. Potrzebują więc bezpiecznego zapasu, by nie tracić humoru w dzikiej głuszy.

Wino na luzaku

Prawdopodobnie najsilniejszym impulsem do wymyślania nowych opakowań na wino nie jest wcale ekologia i funkcjonalność, lecz zmieniający się styl życia. Współczesny konsument się spieszy. Tak jak chce się natychmiast zachwycić, woli więc wina bez półtonów, które dają od razu w łeb, tak lubi, gdy między nim a relaksującym płynem nie stoją żadne przeszkody. "Butelka i kieliszki? Kto ma na to czas?" - do tego mniej więcej sprowadzają się slogany, którymi sprzedawcy zachęcają do kupowania wina w puszkach i niedawno opatentowanych szklaneczkach PET.

Rynek pierwszych jest na świecie bardzo niszowy, większość konsumentów uważa, że wino z puszki smakuje inaczej. Co prawda polimerowa warstwa ochronna zabezpiecza wino przed kontaktem z metalem, niemniej pijąc prosto z puszki, aluminiowy zapach czujemy. Ponadto ostatnie badania nie są wcale dla aluminium przychylne; twierdzi się, że zbyt częsty z nim kontakt ma wpływ na rozwój choroby Alzheimera. W Polsce jednak puszki są najbardziej popularnym opakowaniem dla piwa, zapuszkowane wino ma więc szansę się przyjąć jako produkt mniej zobowiązujący od wina w butelce.

Dużo ładniejsze i przyjemniejsze w użyciu są plastikowe szklaneczki przypominające prawdziwe kieliszki. Są lekkie, można je zabrać na plażę,  piknik, koncert, do parku, etc. Pije się w nich względnie elegancko (nie czując zapachu aluminium), a nie trzeba w tym celu targać ciężkiej butelki ani korkociągu. Co więcej, w ten sposób, jak przekonują nas sprzedawcy, możemy spersonalizować swoje wybory: dla niej kupić białe, dla niego czerwone. Kolejną korzyścią wina sprzedawanego w pojedynczych porcjach, jest zdaniem producentów, promocja umiarkowania. Mówiąc otwartym tekstem: to idealne wino dla singli, którzy nie muszą już się martwić jak Bridget Jones, że ich najbardziej stabilny związek będzie z butelką wina.

splity.jpgSzklaneczki PET firmy Split dystrybuują w Polsce Winni Czarodzieje.

Tekst pierwotnie ukazał się w miesięczniku "Kuchnia".